header
Bloodrayne: Betrayal - recenzja PDF Drukuj Email
poniedziałek, 12 września 2011 17:15


Wreszcie ten moment nadszedł. Piękna Bloodrayne powróciła aby nas cieszyć swoimi zdolnościami  - gimnastycznymi... w stylu rodem z Castlevanii. I wychodzi jej to doskonale.

 


 

Rayne to piękna wampirzyca. Konkretnie to dhampir, czyli pół wampir - powstały ze związku między wampirem a ludzką matką. Nasza bohaterka była agentką Brimstone Society, walczyła z nazistami w okresie po II Wojnie Światowej. W drugiej części szukała Kagan'a - swojego ojca - nazisty który zgwałcił jej matkę, a potem zabił całą jej rodzinę. Przy okazji eliminowała swoje przyrodnie rodzeństwo które założyło grupę Kult Kagana.

Bohaterka oczarowała już graczy dwa razy w grach Bloodrayne oraz Bloodrayne 2. Obie były bardzo dobre. Potem jednak sława Bloodrayne została przyćmiona. Wydawca sprzedał prawa do ekranizacji gry... Niestety, padło na największego wroga gier wideo - Uwe Boll'a. Niemiecki reżyser tworzący nałogowo filmy na podstawie gier popsuł historię Krwawej Reni tak jak wszystkie inne swoje khe khem "dzieła" A na licencji wyprodukował aż 3 filmy! To prawdziwy horror! Niestety nie dla widzów, ale dla marki Bloodrayne.

Poprzednie gry to były naprawdę dobre gry TPP, wszystko w 3D, urzekało grafiką która robiła wrażenie w okresie powstania gier, oraz muzyką, do dzisiaj pamiętam ambientowe rytmy z początku drugiej części gry.

To już jednak przeszłość. Teraz Rayne powróciła w .. 2D. Ciekawy to zabieg, gdyż zabawa przypominająca w dużej mierze Castlevanię dokonała pewnej zamiany. Castlevania przy okazji Lords of Shadow wskoczyła w 3D i widok z trzeciej osoby, a Bloodrayne z takiego właśnie wskoczyła do 2D.

Gra to w zasadzie typowa platformówka/brawler. Idziemy ostro w prawo eliminując przeciwników.

Warto jednak zaznaczyć, że twórcy gry bardzo dobrze przygotowali się do zadania. Krwawa Renia w 2D daje nie mniej radości niż jej poprzednie wcielenia.

Studio WayForward do tej pory nie wypłynęło na szerokie wody w branży. Współpracowali z Konami przy grze Contra 4 na Nintendo DS, ale w zasadzie ich poprzednie dzieła były to gry pisane pod zamówienie, np. producentów zabawek (Fisher-Price, Mattel), no dobra - zrobili też A Boy and His Blob na Wii.

Wygląda więc na to, że ich dwu-wymiarowa wersja przygód Rayne może być przełomowym etapem w ich karierze.

Wspominałem już o nawiązaniach do Castlevanii. Są one dość oczywiste, a twórcy nie próbują przed nimi uciekać.
Zasadniczo mamy tutaj ten sam sposób rozgrywki, w dodatku historia i bohaterowie zdają się również nie odbiegać daleko od słynnej serii Konami.

BloodRayne: Betrayal to gra trudna. Ja to zaliczam na plus, bo lubie, gdy gra jest dla mnie wyzwaniem i tym bardziej cieszy mnie to, że ta akurat gra jest inspirującym wyzwaniem, a nie frustrującym kawałkiem kodu, w którym musimy w kółko powtarzać to samo.
Zasadniczo doskonale wiem, że za każdym razem gdy poziom energii Rayne dojdzie do zera - to moja wina, i wiem gdzie zrobiłem błąd.
Nie zmienia to faktu, że gracze którzy lubią dzisiejsze samograje tutaj dostaną szybko kopniaka i gra ich odrzuci.

W grze znajdziemy 15 poziomów do przejścia. Wszystkie w środku, lub okolicach zamku do którego zmierzamy (kolejne nawiązanie do Castlevanii)

Każdy etap gry będzie nas uczył pokory. Stopień trudności rośnie bardzo szybko z każdym kolejnym poziomem zabawy, i przejście poziomu wymaga doskonałego opanowania tego czego nauczyliśmy się na poprzednich poziomach gry. Z czasem co raz więcej przeciwników pojawi się na naszej drodze, aż do potężnych bossów.

Rayne została uzbrojona w zasadzie w znaną z poprzednich części broń. Mianowicie swoje ostrza, oraz pistolet. Broń palna dobrze się nada do eliminacji przeciwników z odległości, kiedy tych do których uda nam się dobiec - szybko pozbawimy życia przy pomocy ostrzy trzymanych w rękach Rayne. Poziom energii odzyskujemy podobnie jak w innych grach z serii obezwładniając przeciwnika i wgryzając zęby wampirzycy w jego szyję.

Sposób sterowania jest dość skomplikowany. Składa się z wielu kombosów które wypada opanować aby sobie poradzić w grze. Zarówno chodzi o techniki obronne jak i o ruchy bohaterki. Czasem trzeba się nakombinować, aby wykonała jakiś charakterystyczny ruch.

Graficznie gra prezentuje się niezwykle. Grafika jest prosta, ale dopracowana, a ruchy Rayne na ekranie to już prawdziwe dzieło sztuki. To wszystko zostało jeszcze ubrane w ostrą muzykę, przypominającą metal.

Gra ma także spore replayablity. Chętnie wracamy do znanych już etapów aby zebrać ukryte na planszach czaszki, które wzmocnią poziom energii Rayne, lub ilość amunicji jaką ze sobą nosi. Do dyspozycji zostanie też nam oddana tablica wyników której pobicie będzie wymagało mnóstwa pracy włożonego w to, aby w jak najkrótszym czasie zabić jak najwięcej przeciwników przy okazji nie robiąc sobie znacząco krzywdy.

Reasumując - Bloodrayne Betrayal to gra dla twardzieli wielbiących dawne platformówki które były naprawdę trudne do opanowania i były wyzwaniem. Nawet po przejściu gry chętnie do niej wrócimy aby jeszcze raz stanąć do walki. Ta gra to zabawa w czystej postaci. Gra na pewno ma wady. Możemy się czepiać, że nikt nic nie mówi, że czasem kamera zbliży zbyt blisko. Ale to wszystko nie ma znaczenia, bo chcemy iść dalej!

Polecam miłośnikom trudnych i wymagających gier.

Lisek

Grę możesz pobrać klikając tutaj

 


Poprawiony: poniedziałek, 12 września 2011 19:21
 

Niestety nie masz wystarczających uprawnień do komentowania. Jeśli nie masz zarejestrowanego konta zrób to teraz